
Po przerwie w aktualizacjach wracam z odsieczą z bardzo aktualnym dla mnie pytaniem. Tekst powstawał w częściach, może być nieznacznie niejednorodny.
Ostatnimi czasy zastanawiam się nad (nie)istnieniem wolnej woli i idących za tym konsekwencjami. Rozpatrując tę kwestię pojawia mi się silny dysonans, gdyż jestem w stanie znajdywać za i przeciw dla każdej ze stron. W końcu wydaje mi się, że jednocześnie obie teorie mają rację, jednak w pewnym innym, jakby lokalnym sensie.
Można zacząć od podstawowego pytania, czym jest wolna wola? To możliwość decydowania o własnym losie; to sytuacja kiedy jakieś 'Ja' podejmuje świadomą decyzję, która była nie do przewidzenia w żaden sposób. Kwestię można rozpatrywać z mnóstwa perspektyw.
Zacznijmy od mózgu i świadomości woli. Jeśli chodzi o nasze intuicyjne uczucie, że mamy świadomy wpływ na to co się dzieje, to - zgodnie z obecnym poziomem wiedzy - wolna wola tylko się nam wydaje. Świadczy o tym wiele eksperymentów neuropsychologicznych. W jednym z nich obserwowano aktywność elektryczną mózgu przy całkowicie wolnych decyzjach (eksperyment Benjamina Libeta). Badani mieli naciskać przycisk kiedy im się zachciało. Otóż okazało się, że udało się znaleźć moment aktywności mózgu ZANIM badany poczuł chęć naciśnięcia. Czyli trochę tak, jakbyśmy nagle sobie zdawali sprawę z tego co chcemy zrobić, mimo, że mamy "pewność", że to nasza całkowicie niezależna decyzja. Ale tę decyzję podjął ktoś inny. Kto? Mózg, podświadomość, parę milionów mniej lub bardziej przypadkowych wyładowań neuronów czy trochę mieszającej się zupy aminokwasów... a może z innej strony: decyzja leżała w rękach tajemniczych energii wszechświata, samolubnego genu, uniwersalnego umysłu czy może latającego potwóra spagetti?
Kolejne ciekawe wnioski płyną z innego badania z zakresu neurofizjologi. Badanym drażniono ciemieniową okolicę kory mózgowej co skutkowało całkowicie "dobrowolną" chęcią np. poruszenia kończyną, oblizania ust itp. Ciekawe, znów 'ktoś' się dowiaduje, że chce czymś ruszyć i to dowiaduje się ostatni. Jeśli tempo rozwoju metod neuroobrazowania mózgu się utrzyma, niedługo będziemy w stanie stwierdzać co zrobi dana osoba, zanim ona się o tym dowie. Dick ze swoim "Raportem mniejszości" miałby niezły ubaw :).
Wynika z tego, że z punktu widzenia neurobiologii coś jak wolna wola nie istnieje. Jesteśmy jedynie obserwatorami (hmm, czy to brzmi znajomo?) ciał, które sobie tańczą do swoistego rytmu świata i nie jesteśmy w stanie nic zrobić, ponieważ nasza decyzja, żeby to coś zrobić została już podjęta. Koniec. :)
Można do problemu podejść od strony matematyki czy fizyki. Oczywiście tutaj sprawa wydaje się dosć sporna, gdyż nie znamy jeszcze (i jak sądzę nigdy nie poznamy, a raczej nigdy nie wypowiemy/zapiszemy/itp.) całego wzoru wszechświata; równania, które powie nam dokładnie co się stanie w jakimkolwiek punkcie czasoprzestrzeni. Otóż fizycy podejmowali wiele prób. Przykładowo dynamikę Newtona przez kilkaset lat uważano za teorię doskonała i jawiła się jako właśnie taki magiczny wzór. W uproszczeniu mówiła o tym, że jeśli znasz masy i położenia wszystkich cząstek, są odpowiednie wzory, aby wyliczyć ich masy i położenia w dowolnej innej chwili - innymi słowy, masz wzór na czytanie przyszłości. Świat wg Newtona wyglądał jako niesamowicie skomplikowany bilard kulek podobnych do Ziemii czy innych planet, tyle że mniejszych. Jednak w pewnej chwili pojawił się człowiek z niezłą wyobraźnią, który latał sobie na promieniu światła, a nazywał się Einstein. Uznał on, że świat wygląda odrobinę inaczej, po czym przekonał do tego resztę świata, tworząc najpierw szczególną, a potem ogólną teorię względności. W zasadzie, jeszcze w tym punkcie fizyki, determinizm nie był aż tak zagrożony, dopóki nie pojawiły się "niewygodne" wyniki badań nad kwantami (prawdę mówiąc Planck dał początek mechanice kwantowej chwilę przed odkryciami Einteina, bo w 1889 roku).
Problemy mechaniki kwantowej wygodniej będzie poruszyć za chwilę, zastanówmy się jeszcze nad czysto matematycznym punktem widzenia. Otóż nie w niej czegoś takiego jak losowość. Nie można zapisać wzoru na coś losowego, pojawiającego się bez przyczyny. Można odpowiednio komplikować wzory, korzystać z dziwacznych funkcji (tak, aby było wystarczająco skomplikowane, żeby ktoś mógł to przewidzieć), ale nie jest możliwe napisać algorytmu, który wypisałby czysto losowe liczby (z drugiej strony za 'losowe' można uznawać nieskończone rozwinięcia liczb typu Pi czy pierwiastek z 2 [albo analizę złożoności fraktalnej np. zbioru Mandelbrota], ale intuicyjne rozumiemy, że taka liczba "jest", tylko my jej jeszcze nie odkryliśmy, to znaczy, że tylko nam - obserwatorom - jawi się jako losowa). Problem zaczyna się komplikować w trakcie jego przetwarzania i tutaj wkraczają filozofowie.
Cóż znaczy to, że nie ma wolnej woli? Na przykład to, że wszystko jest ustalone z góry, to co piszę, to kto to czyta, to co się stanie za lat 5, 50 i 5 milionów. Gdzieś jest zapisane, ktoś o tym "wie" i nie mamy szans, żeby się z tego planu wydostać, możemy jedynie zdać sobie z niego sprawę. Nie brzmi to zbyt optymistycznie, chociaż osobiście dla mnie jest źródłem spokoju i szczęścia, że wszystko jest tak jak ma być. Stawiając sprawę prosto, nie może być inaczej! Gdyby mogło, to by było. Kogoś kto wie co się stanie możemy nazwać wróżką. Albo Bogiem. Wszystko jedno. Jednak mnie taka odpowiedź nie satysfakcjonuje, zanim wytłumaczę dlaczego zajmę się przeciwległym biegunem.
Zajmijmy się przeciwnym biegunem. Czyli mamy wolny wybór w tym czego chcemy dokonać. Być może jest on w jakiś stopniu ograniczony daną sytuacją (np. nie potrafimy pływać tak długo pod wodą jak ryby) jednak dalej możliwości mamy nieskończenie wiele.
Posiadanie wolnej woli czujemy bardzo intuicyjnie. To, że mamy kontrolę nad sytuacją; to, że decyzje leżą w naszych rękach. O tym mówi "Sekret" - Twoje myśli tworzą Twoją rzeczywistość. Bardzo wiele się ostatnio o nim mówi. Faktycznie - jeśli patrzymy na świat negatywnie, właśnie takie cechy zaczynamy coraz lepiej dostrzegać (i odwrotnie).
O tym mówi nam też psychologia poznawcza i neuronauka. Mózg uczy się w zależności od bodźców, które dostaje - np. szachiści znacznie lepiej zapamiętują sensowne układy szachów od osób niezwiązanych profesjonalnie z tą grą, jednak jeśli porównać zapamiętywanie bezsensownych układów, radzą sobie tak samo (a nawet gorzej!).
Kolejną płaszczyzną jest fizyka kwantowa. Mamy tutaj nieoznaczoność Heisenberga, w której nie da się jednocześnie odczytać pędu i masy cząsteczki. A więc, jedna z tych wartości jest nieprzewidywalna, losowa, nie potrafimy jej przewidzieć, możemy tylko przybliżyć, ale dostaniemy dokładnego pomiaru. W tym sensie możemy popatrzeć, że cząstka jest 'wolna', ponieważ ma w sobie informację, której nie jesteśmy w stanie przeczytać, dostajemy zawsze jej fragment.
Być może jednak wynika to z naszej obecnej niewiedzy, a za "szaloną" fizyką kwantową kryje się tak naprawdę deterministyczny wszechświat, na co liczył Einstein.
Osobiście im dłużej o tym myślę, tym bardziej dojrzewam do myślenia za brakiem wolnej woli. Według mnie w obiektywnym sensie nie istnieje: jest los, nie ma przypadku, cały świat płynie w dobrze ustalonym kierunku i nie da się tego zmienić. Możemy patrzeć lokalnie i tam dostrzegać brak determinizmu, ale to trochę tak, jakby przesiadać się między miejscami w autobusie podczas gdy cały autobus i tak jedzie, niezależnie od naszej przesiadki. Sądzę, że kluczowe jest rozłączenie obiektywnego postrzegania z subiektywnym.
Subiektywnie mamy wpływ na świat, tworzymy go tak jak chcemy, jednak nigdy nie poznamy do końca celu i przynowości. Gdyby nam się coś takiego miało udać, ktoś musiałby o tym pomyśleć i stworzyć subiektywny konstrukt takiego celu. Budując zaś cokolwiek z materialistycznego świata (obojętnie czy jest to tylko myśl, słowo, pojęcie, impuls elektryczny czy oznaczenie pędu lub masy cząstki), wpadamy w subiektywizm, gdzie cokolwiek istnieje jest zależne i ma swój cel zależnie od układu odniesienia. Za to nie ma tego celu "samego w sobie".
Można na to spojrzeć w taki sposób, że jakby wszystko co się wydarza miało się właśnie tak wydarzyć (por. zasada antropiczna), jednak dopóki się nie wydarzy nie potrafimy tego zobaczyć (a więc uznajemy to za niepewne, nieprzewidywalne), jednak nie jesteśmy w stanie tego zmienić - wszystko jest już ustalone. Obserwacja tworzy rzeczywistość, ale ta rzeczywistość jest iluzją! Dlatego, że aby mogła istnieć (czy być doświadczana) musi być subiektywna, a więc doświadczana przez kogoś.
Dlatego chętnie wprowadzę kolejny dualizm rzeczywistości, na świat dualny i niedualny :-). I tak:
- świat nr 1: obiektywny, wewnętrzny, ezoteryczny, doskonały, tajemniczy, niepoznawalny, duchowy, nieuchwytny, Pustka, Prawda, coś czego nie da się zobaczyć (dotknąć, poznać zmysłami, pomyśleć o, poczuć, itd.), świat idei Platona, świat matematyki, "rzeczy same w sobie" Kanta, nieoznaczony, ale jednocześnie deterministyczny, bo wszystko w nim jest jasne i takie jakie ma być, jedyny prawdziwy, księżyc, na który wskazuje mistrz
- świat nr 2: subiektywny, zewnętrzny, materialny, widzialny, niedoskonały, możliwy do opisania, nierealny, iluzoryczny, Forma, świat Ego i jego pomysłów, świat aksjomatów i założeń, zależny od kontekstu i obserwatora, wydaje się probabilistyczny, bo tylko tak możemy go 'przewidywać', nieskończenie złożony, nietrwały, zmienny, palec mistrza wskazujący na księżyc
I w tej pięknej rzeczywistości obserwujemy gonitwę subiektywnego, który chce poznać obiektywny i coraz dokładniej oplątuje go coraz bardziej złożonymi formami, jednak dopóki korzysta z Formy, nigdy mu się nie uda ostatecznie połączyć, gdyż nie dostrzeże Pustki; nie można wyrazić za pomocą słów, czy jakichkolwiek konstruktów Prawdy, gdyż w chwili gdy się skorzysta z nawet najsubtelniejszej Formy (myśli, słowa, energii, czegokolwiek), zanieczyszczamy Prawdę jakąś Formą. Zaś samą Prawdę można tylko obserwować.