czwartek, 12 listopada 2009

Czy wszyscy ludzie na Ziemii są niewinni?

Chciałbym podzielić się swoimi myślami na temat winy i jej konsekwencji. Chciałem odpowiedzieć sobie na taką tezę:
"Wszyscy popełniający błędy robią to nieświadomie, więc może należałoby ich leczyć niż karać?"
a oto zapis mojego rozumowania.

Ludzie nie są winni swoich decyzji. Ogólnie ciężko rozpatrywać tutaj 'winę' kogokolwiek czy czegokolwiek.

Bo czy winne jest środowisko? Otoż można powiedzieć, że ma ono wpływ na decyzje (osoby wychowane w biednej rodzinie rzadko mają odwagę starać się o wysokie posady), na zachowanie (np. dzieci wychowywane w rodzinach gdzie rodzice się kłócą same będą powtarzać taki schemat). W jaki sposób środowisko mogłoby być winne?

Czym w zasadzie jest wina?

Nie znalazłem wyraźnej definicji w internecie, więc spróbuję określić co sam rozumiem poprzez to słowo.

Pierwsze pojawia się negatywne skojarzenie, winny to ktoś, kto zawinił, np. ukradł coś, albo popełnił inne wykroczenie (kolejny ciekawy problem, czy jeśli popełnił to samo działanie w miejscu, w którym było ono dozwolone, czy dalej mówimy o winie? Czy też wina dotyczy tylko określonego obszaru?). Jeśli podarowałem dziecku jabłko, jestem winny tego, czyli po prostu to zrobiłem. Możemy zatem uogólnić, pozbywając się negatywnego wydźwięku:
Jeśli ktoś wydaje się winny, oznacza to, że dokonał jakiegoś określonego czynu, który spowodował jakiś efekt.

Odnoszę wrażenie, że z takiej definicji słowo zdaje się dosyć bezużyteczne ;). Każdy (może prawie każdy, nie jestem przekonany jak to wygląda w świecie kwantowym) skutek miał swoją przyczynę, po co więc określać to kolejnym słowem?

Być może po to, żeby ktoś mógł wyjść z sądu mówiąc: "jestem niewinny"! Innymi słowy "nie zrobiłem tego, o co mnie oskarżali!". Zawieśmy na moment rozważania o sens tego słowa i wróćmy do jego znaczenia.

Jeśli osoba popełniła dane przewinienie, bo "musiała" czy uznajemy ją jako winną? Kogo uznamy winnym w takich sytuacjach:
1. "Zrób to, inaczej zabiję cię/twoich bliskich/kogoś" - czy uznamy kogoś kto został zmuszony przez inną osobę?
2. "Muszę to zrobić bo inaczej moja rodzina umrze z głodu!" - tym razem zmuszony został przez sytuację np. finansową.
3. "Zrobiłem tak, bo nikt mi nie powiedział, że tak nie można." - brak świadomości, że zakazano tego robić
4. "Nie wiedziałem, że to zrobiłem!" - brak świadomości wykonania działania

Przychodzi mi na myśl kilka kwestii:
- świadomość wykonania przewinienia - osoba wie (lub nie), że nie wolno tego robić zgodnie z obowiązującymi normami,
- świadomość konsekwencji decyzji - osoba wie (lub nie), że coś co robi będzie miało jakieś konsekwencje,
- potrzeba w danej sytuacji - osoba nie potrafi postąpić inaczej, okoliczności zmuszają ją do wyboru takiej decyzji, w innym wypadku niewykonanie takiego zadania przyniesie jeszcze gorszy skutek.

Mam intuicję, że decyzje podejmowane przez osoby, które łamią prawo odnoszą się do prostego prawa przyczyny i skutku.

Osoba napadła na bank i zabiła kogoś. Oczywiście, że nie trzeba było napadać na bank.
- W celu posiadania pieniędzy, mógła się zainteresować pracą. Ale tak było łatwiej/szybciej/itp.
- Być może system tak ograniczył rynek, że nie można było dostać pracy i żyć w wymarzonych przez siebie warunkach.
- Być może marzenia były zbyt odległe i oderwane od rzeczywistości?
- Być może ktoś nie widział w tym nic złego (oprócz tego, że łamie prawo).

Nie poruszając na razie tematu psychopatów, być może po prostu to ta osoba miała pewien problem ze sobą, nie potrafiła się odnaleźć w systemie. Podobnie możemy rozważyć samo morderstwo (całkowity brak empatii, dehumanizacja).

Pytanie, czy fakt, że taka osoba trafia do więzienia na 20-50 lat, jej pomoże?

Czy może pomoże jedynie nam, że nie będziemy się musieli na taką osobę patrzeć i jej się obawiać? Przypomina to trochę branie leków przeciwbólowych zamiast udania się do lekarza.

Jaka zatem powinna być procedura? Być może wszyscy, którzy popełniają przestępstwa (ale też i zwykłe, małe przewinienia) są po prostu 'chorzy' mentalnie. Nie rozumieją podstawowych zasad, gdzieś pominęli te lekcje w dzieciństwie i teraz cierpią, a także serwują cierpienie innym. Prawdopodobnie nie zdają sobie z tego sprawy, co innym czynią. Mają "dziwaczne" systemy wartości, nie rozumieją siebie, konsekwencji swoich czynów. Ale czy to wszystko znaczy, że są przegrani na zawsze?

Sądzę, że nie. Sądzę, że każdy może liczyć na zmianę, brakuje nam tylko osób, które potrafiłyby skutecznie wytłumaczyć drugiej takiej osobie w czym problem. Skrajni kryminaliści mają zapewne dosyć niską inteligencję emocjonalną (polecam książkę Daniela Golemana - "Inteligencja emocjonalna"), ale ją da się wyrobić. Wystarczy odrobina pracy nad sobą. Domyślam sie też, że długofalowy skutek byłby znacznie lepszy, niż obecnie.

Problem nie dotyczy jedynie skrajnych przypadków (jednak w taki sposób łatwiej przebiega proces wyjaśniania). Problem dotyczy także nas, mnie i Ciebie. Każdy z nas popełnia błędy, nie zawsze jednak uczymy się z nich właściwie. Możemy wyciągać błędne wnioski. Wyobraźmy sobie, że zamiast potępienia, dostajemy pomocną dłoń przy każdym potknięciu. Podchodzi do nas osoba, która rozumie w czym rzecz i dzieli się swoim doświadczeniem. Od razu uczymy się znacznie skuteczniejszego sposobu radzenia sobie z danym problemem. Nie wiem jak dla Ciebie, ale dla mnie wizja wygląda naprawde pięknie i głęboko.

W taki sposób cała negatywna energia zostaje momentalnie przemieniona w pozytywną. Być może warto zmienić nasz osobisty sposób działania? Zamiast wyrzucać błędy drugiej osobie, pomyśleć, że może ona czegoś tutaj nie rozumie i spróbować dojśc do zrozumienia i porozumienia. Być może sami czegoś nie rozumiemy, poprośmy zatem o wytłumaczenie.

Jakże wygodnie wzbudza się w kimś poczucie winy, wtedy druga osoba ustąpi nam znacznie łatwiej. Ale takie działanie tylko mnoży negatywną energię zamiast ją przekształcać na pozytywną. Nie musimy wszystkiego rozumieć od razu, ale
wystarczy niewielkie wrażenie, głos intuicji, który powie, że coś wygląda 'dobrze' lub 'źle'. Pominąć chciałbym (dziś ;) ) rozważania na temat religijnego i kulturowego punktu widzenia na poczucie winy, poczucie winy, poczucie bardzo wielkiej winy. Zajmę się tym w następnych postach.

Zakończę post osobistym stwierdzeniem, że nie istnieje coś jak 'wina', dokładniej, nie powinniśmy nikogo obwiniać o to jak wygląda, jak się zachowuje, jak wpływa na nas i na innych. Warto zwrócić uwagę, przekazać swój punkt widzenia (to najcenniejsze co mamy do zaoferowania! nikt inny tego nie ma!), próbować osiągnąć zrozumienie. Ileż problemów możnaby w taki sposób rozwiązać?

Gorąco zapraszam do dyskusji!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz